Lepszy sort? Czemu nie!

Jak zrobić widły z igły

Król zadał mi pytanie… Czy nie obawiam się, że to będzie opacznie rozumiane – że nazywamy siebie Królem, Królową, Królestwem.
Że kogoś to może zniechęcić. Że może robimy z siebie jakąś elitę.
Początkowo byłam oburzona. Nazwa na Królestwo Cynamonu przyszła do mnie prosto z serca, duszy, czy czegoś równie głębokiego i szczerego. Nie miałam żadnych intencji, by coś udowadniać, czymś szpanować, pokazywać wyimaginowany luksus. Ja po prostu uwielbiam niebanalne zabawy językowe. No i masz ci los…

-Nie, no, jak nie widzisz w tym żadnego problemu, to nie ma tematu – powiedział widząc mój skrzywiony grymas.

-No jasne, że nie ma, i nic nie zmienimy, bo to nic złego nazywać siebie Królem i Królową!

I na tym rozmowa się skończyła. Ale nie w mojej głowie – tutaj trybiki dalej się kręciły, wierciły, i w końcu zazgrzytały:

A w sumie to dlaczego nie?
Ja CHCĘ mieć cholernie królewskie życie! Chcę być Królową!

Bo dotarło do mnie, że mając jedno życie – nie wiadomo, jak długie – powinno być najlepszej jakości. Co to oznacza, zapytasz? Myślę, że dla każdego coś innego i nie nam to oceniać. Napiszę Ci troszkę, czym dla mnie jest dzisiaj królewskie życie. Zrobię to na przykładzie… kawy! I na pewno będę jeszcze często wracać do tematu.

Po nitce do… aromatu

Dawno, dawno temu zaczęłam picie kawy od Inki. Fakt – byłam dzieckiem, ale liczy się jako najpierwsze doświadczenie i wybór. Smak pamiętam do dziś.

Potem, od okresu nastoletniego aż do pierwszych doświadczeń pracownicy biurowej – przebierałam w kawach rozpuszczalnych. No cóż, cieszę się, że doznałam oświecenia w tym temacie.

Gdy poznałam Króla, w moim życiu pojawiła się kawiarka moka. I mielona arabica. Tu zrobiło się wreszcie ciekawiej. Do życia wkradł się aromat!

Kolejne małe kroki? Poszukiwanie dobrej kawy mielonej w… Biedrze i Lidlu. Finanse niestety dyktowały miejsce zakupu…

Przeprowadzka do Niemiec, próby korzystania z ekspresu na tzw. pady, ale jednak nie dało się! Wyczyściliśmy zakurzoną i obrażoną kawiarkę. Dostała zaszczytne miejsce w kuchni.

A potem znów poszukiwania kawy, ale już w jakości bio. Kilka lat picia mielonej bio i fair trade z dyskontu i w końcu olśnienie:

Nawet najlepsza bio-fair-trade-eko-sreko mielona kawa jest niczym w porównaniu ze…
…świeżo zmieloną bio-fair-trade-eko-sreko kawą!!!

Tak, to okazało się krokiem małym dla ludzkości, ale wielkim dla królewskiej codzienności! Odkupiliśmy od zakręconego kolekcjonera stuletni angielski młynek ręczny i… też się zakręciliśmy! Żeby nie było – mielimy czasem codziennie, a czasem robimy zapas na kilka dni. Pod względem smaku poczuliśmy się jak kawowi Kolumbowie… W jakim kierunku pójdziemy z naszą kawową pasją? Może zaczniemy sami ją prażyć, a może… przestaniemy pić w ogóle? Ale to nie o kawę tak naprawdę chodziło.

Paulo Coelho byłby z nas dumny?

Odkrywanie intensywności doświadczeń.
Docenianie prostoty.
Ograniczanie ilości na rzecz jakości.

Może pomyślisz sobie: Łatwo im mówić, jeśli mogą sobie pozwolić na takie wydatki. Jaką przeciętną rodzinę stać na picie drogiej kawy, czy jedzenie organicznych produktów?
Masz rację. Jakość kosztuje. Godziwe wynagrodzenie kosztuje. Adekwatna cena za surowiec wyprodukowany przez naturę jest wysoka. Jednak spotykając nas na ulicy na pewno nie uznasz nas za milionerów! A stan naszego auta był już nie jeden raz powodem do żartów.

My po prostu zaczęliśmy mówić NIE kompromisom. NIE bylejakości. NIE oszczędzaniu na zdrowiu, na estetyce, na środowisku, na czyimś wynagrodzeniu.

I przełożyliśmy nasz bunt na decyzje. Kupujemy używane buty, żeby jeść bio-marchewkę. Zbieramy ze śmietników stare, drewniane meble, by mieć unikalne, piękne przedmioty w domu, zamiast sklejki. Jeździmy, gdzie się da, na dwóch kółkach zamiast czterech, by raz na kwartał zjeść w świetnej restauracji. Odsprzedajemy rzeczy, których nie potrzebujemy, by kupić cynamon ze Sri Lanki z certyfikatem fair-trade.

Mogłabym wymienić jeszcze sporo takich decyzji, do których dojrzewaliśmy przez ostatnie lata. Czy to znaczy, że w naszym życiu nie ma żadnych kompromisów? Jasne, że są!

Ale zapewniam Cię: można z niewielkim stanem konta żyć po królewsku!
Dla Ciebie na pewno będzie to znaczyło coś innego, niż dla nas. Rzecz w tym, żeby to odkryć i sięgnąć po to!

Możesz się czuć jak Król i Królowa, mając frajdę z rzeczy, które są dla Ciebie najważniejsze
Które NADAJĄ CHWILOM SMAK
Które zapisują się na twardym dysku Twojej pamięci
I cenisz je bardziej, niż złoto!

Powiem więc szczerze – tak! Bezczelnie i królewsko się czasem czujemy! Trzydziestoparoletnie, wstrętne burżuje, co im się zachciało szczęśliwie przeżyć życie. Lepszy sort? Tak, ale nie mający nic wspólnego z polityką i dzieleniem ludzi. Sort lepszych jabłek, sort lepszych spacerów, sort lepszych przypraw…

Dasz się zainspirować? Co dla Ciebie oznacza żyć po królewsku?

unsplash.com

Pozdrawiamy Cię ciepło.

7 komentarzy

  1. Dla mnie życie po królewsku to powrót to prostoty o ironio. Co się stało ze światem że proste i naturalne rzeczy są w cenie gdzie byle jakośc i beton stały sie tanie ?? pozdrowienia od kawiarzy z Izraela. Nawiasem mówiąc my kawy nie mieliśmy choć młynek posiadamy bo ja tak szybko pijemy po otwarciu ze aromat nie zdąży uciec hahaha

    1. Tak, prostota to jeden z kluczy do własnego królestwa 🙂 Odkąd gdzieś przeczytaliśmy, że kawa traci aromat już kwadrans po zmieleniu, nasze bicepsy rosną codziennie od kręcenia młynkiem <3

  2. Macham Wam z innego królestwa pachnącego kawą lub ziołami (jak kto woli) pełnego kotów, kur i paru innych stworzeń. Myślę, ż mieszkają na końcu tego samego świata (dalej są tylko Izery) mamy sporo wspólnego!

    1. Och, jak cudownie, że się odnaleźliśmy, Akacjo, w tych aromatycznych okolicznościach! Zioła też kochamy, a jakże. Dobrze, że możemy paroma kliknięciami pokonywać tak ogromne odległości. Cudnie, że napisałaś i zapraszamy jak najczęściej <3

  3. Dzień dobry. Zacznę od kawy. Przed chwilą spijalam po partnerze, bo mleko migdałowe nie wystarczająco ja mu oslodzilo. Jestem w ciąży i sobie pozwalam!!! W pracy słyszę: czy dziecko nie będzie mialo nerwowych tikow? Nie będzie cierpiało na ADHD? Nie!!! Nie będzie od filiżanki kawy co drugi dzień. Na jego temperament składa się wiele czynników. Może będzie mniej spokojny, bo rusza się w 23 tyg tak jak starszy w 32, ale to tempo mojego życia na to wpłynie, mniej relaksu, mniej jogi. Nie strofujcie ciężarnych relaksujących przy filiżance magicznego napoju.

    1. Jesteśmy ostatnimi, którzy by strofowali i odradzali takie przyjemności. To fakt, kawa jest rośliną, ziołem, stymulantem i warto o tym pamiętać, ale rozsądne dawki skutkujące dobrym samopoczuciem – popieramy ? I uściskujemy mądrą mamę!

  4. Pingback: 3 rzeczy, które warto wiedzieć o kawie | Królestwo Cynamonu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *