Dlaczego cynamon cejloński warto przynajmniej spróbować?

Kiedy byłam małym chłopcem, hej!

Nie wiem, jak to było u Ciebie, ale może choć trochę podobnie. Kiedy byłam nastoletnim pacholęciem, ekscytowało mnie to, co INTENSYWNE. Pierwsza prawdziwa kawa. Pierwsze papierosy – najtańsze, czyli wiadomo… Jak próbowałam alkohol, to tylko najmocniejszy! Zachowywałam się trochę tak, jakby mój świat potrzebował – po nudnym okresie dzieciństwa – ekstremalnych przeżyć, wyraźniejszych smaków, przekraczania granic!

Przyznaję, ten okres trwał u mnie co najmniej dekadę i jakoś wyszłam na ludzi. Chyba koło 30. urodzin ta potrzeba intensywności zaczęła się zmieniać, a macierzyństwo zweryfikowało ją totalnie. Podobnie, jak wywróciło nogami do góry wszystkie inne sprawy.

Widoczne gołym okiem zmiany? Kolory ścian w naszym betonowym gnieździe przybrały łagodniejszy ton. A potrafiły wcześniej być szalone! Doceniłam biel i szarości, tonacje w mojej garderobie też złagodniały. Pokochałam miedź i złoto (ach te królewskie ciągoty!). A co stało się z moim podniebieniem?

Może to puka dojrzałość?

Mądrzejsi ode mnie często to mówią, więc może rzeczywiście w życiu potrzebna jest po prostu równowaga? Kiedy intensywności przeżyć zaczęły nam dostarczać dzieci, zaczęłam szukać łagodności i ciszy. Rozpaczliwie szukać… Również w jedzeniu.

Gdyby ktoś 5 lat temu zapytał mnie, czy smakuje mi mój cynamon, odpowiedziałabym: No jasne, przecież ja kocham cynamon!
Byłam więc mocno zaskoczona, gdy dowiedziałam się, że to, co nazywam cynamonem, nie do końca nim jest.

Przecież mój brązowy proszek miał odpowiedni aromat i wydawało się, że wszystko z nim OK!

Piszę też o tym we wpisie Jak znaleźć księcia zamiast lokaja?

Po lewej cassia, po prawej cynamon cejloński – ze Sri Lanki

Szczegół ma znaczenie

Będę z Tobą szczera – cynamon w laskach kupuję dopiero od niedawna. Wcześniej wybierałam po prostu zmielony i od momentu „oświecenia” uważałam tylko, by był cejloński. Już wtedy, mimo zmielonej wersji, zauważyłam różnicę w smaku. Jak to opisać słowami… Jest na pewno subtelniejszy od tańszej kasji (casii). A jednocześnie jakby WIELOWYMIAROWY. Trochę, jak dobrze skomponowane perfumy – z upływem chwil wyłaniają się kolejne aromatyczne nuty… Pod tym względem mogę powiedzieć, że cassia w swoim aromacie jest jakby „płaska”.

Na moim zdjęciu po lewej są laski casii – jednowarstwowe, dość grube i twarde. Zmielenie ręcznie w moździerzu to niezłe wyzwanie, które zostawiam Królowi! Laski cynamonu cejlońskiego już na pierwszy rzut oka się różnią – składają się z wielu cienkich warstw kory, są nieco jaśniejsze i zdecydowanie miększe. Bez większych problemów łamię taką na pół, wrzucam do moździerza i miażdżę na złoty proszek.

Chyba nie muszę Cię przekonywać, że taki świeżo zmielony jest po prostu boski!
Bo ten w torebeczce ze sklepu – nigdy nie wiesz, ile lat w niej sobie czeka na otwarcie…

Dlaczego warto zapłacić więcej?

Możesz pomyśleć: To już gruba przesada! Zwykły cynamon, niech tam będzie, że chiński, ale w zupełności mi wystarczy do jabłecznika.

I będziesz mieć rację! Do takich celów jak pieczenie, czy grzane wino – cassia nadaje się świetnie. Ma mocniejszy, intensywniejszy smak, a to fajnie się sprawdza przy obróbce cieplnej. Jeśli jednak nie spróbujesz chociaż raz cejlońskiego księcia, nie dowiesz się, co tracisz. Na początku nie zachęcam Ciebie też do wydawania fortuny – torebeczka tego od firmy z KOTem w tytule jest do znalezienia w większości sklepów i smakowo nie ma tragedii.

Do czego używamy cynamon cejloński?

Uwierzysz, jak napiszę, że prawie do wszystkiego? Do kawy, do zbożówki dla dzieci, do owsianki, do owocowych koktajli, rozgrzewającego napoju z miodem, domowych smakołyków, ale też… wytrawnych dań! Jeśli chcesz, pokażę Ci kilka przepisów, bez których nie wyobrażamy sobie naszej królewskiej codzienności.

Na koniec przyznam Ci się do czegoś.
Boję się i drżę na samą myśl, że napiszesz nam w komentarzu,
że cynamon… nie ma dla Ciebie najmniejszego znaczenia w życiu.

Wtedy prawdopodobnie złamiesz nam serce… No dobra, trochę żartuję! Ale, jeśli rzeczywiście tak jest, to nasza już w tym głowa, by zainspirować Cię do odkrycia tego niesamowitego, szlachetnego smaku dla siebie. I jego ukrytych, wspaniałych dla zdrowia właściwości, o których być może nie wiesz!

To co powiesz? Brzmi to wszystko zachęcająco?

Pozdrawiamy ciepło!

6 komentarzy

  1. Brzmi, bardzo zachęcająco. Świetnie napisane, tekst wciąga czytelnika od pierwszego zdania. Postaram się zakupić ten prawdziwy. Nie ukrywam też, że liczę na jakiś fajny przepis na ” wytrawne ” danie z cymamonem !

    1. Justyno, dzięki za komentarz 🙂 Z bitą śmietaną przepisu nie będzie, chyba że z roślinną, bo my po wegańsku. Ale trochę kulinarnych inspiracji na pewno zaproponujemy wkrótce! Domyślam się, że ta wersja z bitą śmietaną to Twoja najukochańsza kawa? Pijesz taką codziennie?

  2. Królowo masz dobre lekkie pióro ….bardzo dobry tekst, zaciekawił mnie. Niestety nie znam smaku prawdziwego cynamonu używam tylko „torebkowego”. Nie jestem wielbicielką tego smaku, ale warto spóbować…..po takiej zachęcie, tak pięknie opisanej. Pozdrawiam i dziękuję za zaproszenie.

    1. To my dziękujemy za czas i uwagę, które nam dałaś. Jeśli choć odrobinę zainspirujemy, będzie cudownie. Może uda nam się odkryć przed Tobą cynamon na nowo, a może po prostu będzie Ci miło przycupnąć czasem w naszym Królestwie 🙂 Pozdrawiamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *