3 rzeczy, które warto wiedzieć o kawie

Kawa to już arcy banalny temat, nie uważasz? Chyba nie ma blogera, który nie napisałby czegoś o małej czarnej, nie mówiąc już o sfotografowaniu swojego kubka z czarnym pobudzaczem. Takie czasy – wszędzie foodporn.
Tak sobie też pomyślałam, że to doskonały temat na przełamanie pierwszych lodów, albo niezręcznej ciszy w towarzystwie. Co tam będziesz nawijać o pogodzie skoro…
Możesz powiedzieć na przykład, że dopadła Cię chęć na wypasioną kawę, taką z bitą śmietaną i dużą ilością trzcinowego cukru! Albo że wypiłaś przed chwilą espresso i serce Ci zaraz wyskoczy na orbitę!
Lub zapytaj rozmówcy, jaką kawę najbardziej lubi. Nie lubi wcale?? A dlaczego? A jak mu/jej się żyje bez niej… itepe, itede.

Kawa to temat rzeka. Znam też takich, co wypijają dziennie rzekę tejże. A my z Królem odkryliśmy, że nie o ilość, a jakość powinno smakoszom chodzić bardziej…

Kawa dobrej jakości – to znaczy jaka?

Pewnie jest tak, że ile ludzi, tyle teorii. Ja więc powiem Ci o tym, co okazało się ważne dla mnie. Uwierzysz lub nie – kiedyś znałam 3 rodzaje kawy: zbożowa, rozpuszczalna i zmielona z ziaren. Wiem – najwyższy poziom ignorancji.
Z upływem czasu pojawiło się więcej świadomości. I nie chodzi mi o wybór między arabicą a robustą.

Zrozumiałam, że mój czarny napój w ulubionym kubku to efekt końcowy bardzo skomplikowanego procesu. Zacznijmy od plantacji. Najliczniejsze są w Ameryce Płd. i Afryce – wiadomo, klimat…
Plantator chce sprzedać do skupu jak najwięcej nasion – to jasne. Konkurencja nie śpi. Musi więc przy jak najmniejszym wkładzie finansowym mieć jak największy zysk. To też wydaje się logiczne. Ale w świecie natury – roślin i zwierząt – logika przedsiębiorstwa nie istnieje. Więc plantator broni swoich upraw przed szkodnikami, chwastami, chorobami roślin. Robi to najskuteczniej i najtaniej, jak może. Chyba domyślasz się, że nie kawowcom mantr motywacyjnych i nie skrapia ich wodą święconą?…
Nie przebiera też w środkach, korzystając z siły roboczej. Niekoniecznie pełnoletniej. Pracownicy ucieszą się z każdego – dosłownie – grosza. On w razie buntu na miejsce jednego niezadowolonego znajdzie 10 czekających w kolejce. Liczy się zysk. Bieda nie daje luksusu wyboru.

Czy jestem hipokrytką pijąc codziennie kawę?

Nie pojadę do Brazylii lub Etiopii, żeby osobiście znaleźć uczciwego plantatora, który nie używa pestycydów i płaci godziwie pracownikom. Dlatego ufam, że inni robią to należycie za mnie i na swoich opakowaniach przyklejają znaczki organic i fair trade. Płacę za to więcej, ale taki jest mój wybór. Jaka to przyjemność cieszyć się czymś, co zrodziło się z wyzysku, niesprawiedliwości i niszczenia środowiska?
Czy mogę zrobić coś więcej? Tak – mogę konsumować mniej lub przestać wcale. No i jeszcze własna plantacja w Izerach byłabym rozwiązaniem. Nie wykluczone, że spróbujemy!

Na razie młynek w wersji parapetowej, po zrobieniu kuchni dostanie zasłużone miejsce

Kawa to zioło – musisz to wiedzieć

Drugie ważne przemyślenie wynikło z obejrzenia dokumentacji o uzdrawiającej mocy roślin. Bo przecież kawa to roślina… Tak jak inne rośliny ma swoje substancje aktywne. Skoro inne nazywamy ziołami, bo mają różnorodny wpływ na organizm, procesy biochemiczne, zachowanie, samopoczucie… to o kawie warto pomyśleć podobnie!
Być może wiesz, że zioła powinno się przyjmować z rozwagą, po rozpoznaniu możliwych niepożądanych skutków, w określonych dozach, przez jakiś określony czas, po którym przestają działać. Tylko w przypadku kawy jakoś nam to umyka…

Nie będę się rozpisywać na temat działania kofeiny. Nie będę Cię też straszyć tekstami o uzależnieniu. Wystarczy mi, jeśli przemyślisz jedno kluczowe określenie: stymulant. Za to ją właśnie kochamy. Że otwiera nam opadające ze zmęczenia powieki, że przyspiesza przepływ krwi w naszych żyłach. Z uwagi na antyoksydanty (to te od walki z nadmiarem wolnych rodników) może mieć działanie uzdrawiające!

To co z tą kawą? Zdrowa czy szkodliwa?

Wyobraźmy sobie, że oglądam codziennie skecz ulubionego kabaretu. Za pierwszym razem – zrywam boki i słychać mój śmiech w sąsiedniej wiosce. Za drugim razem podobnie, kupa śmiechu, choć już nie tak głośnego. Za trzecim i czwartym razem podśmiewuję się pod nosem i kojarzę już, w którym momencie są najśmieszniejsze wątki.
Gdy oglądam ten sam skecz po raz siódmy i dziesiąty, myślę sobie, że to po prostu niezły skecz. I tyle. Nie wywołuje już salw śmiechu ani łeż wzruszenia. Nie rozśmiesza jak wcześniej…

Obserwuję, że z kawą i innymi stymulantami jest podobnie. Po pewnym czasie to już bardziej zamiłowanie do smaku, do tej chwili dnia, przyzwyczajenie, może nawet trochę efekt placebo i wiara, że jeszcze na mnie „działa”. Czy to coś złego? Chyba nie, ale warto mieć tę świadomość.

Nie martw się – nie będę Cię namawiać do porzucenia picia kawy! Trzymam się tego, że w rozsądnych ilościach, z okresowymi przerwami w konsumpcji, dobrze przygotowana – wielu osobom pomaga czuć się lepiej. Jeśli jednak cierpisz na częste bóle głowy, a po filiżance czarnej skręca Cię w żołądku, przyjrzyj się temu bliżej. Organizm Ci coś komunikuje i obawiam się, że nie wystarczy dolewanie do kawy mleka… Może rozwiązaniem będzie spróbowanie wersji organicznej, albo bezkofeinowej?

W jednym z poprzednich wpisów pisałam, jak kupiliśmy stary młynek i mielimy ziarna, by aromat był jak najświeższy (znajdziesz tu: Lepszy sort?Czemu nie!) Znikać zaczyna podobno już kwadrans po zmieleniu! Pilnujemy więc z Królem, by mielić krótko przed zaparzeniem, lub zrobić zapas na kilka dni. I jest w tej czynności coś przyjemnego!

Cynamon też mielimy osobiście 😉

Wiesz już, dlaczego jakość ma znaczenie. Rozumiesz, że kawa to nie przelewki… Czas więc na przepis!

Od paru miesięcy – mój najukochańszy.
Jest połączeniem coraz popularniejszej ketogenicznej kawy kuloodpornej, założeń Tradycyjnej Medycyny Chińskiej oraz… moich upodobań.

Co znajdziesz w mojej królewskiej, sycącej kawie? Po pierwsze tłuszcz, dzięki któremu czuję, że kofeina wolniej się wchłania, a jednocześnie nawet w mocniejszym wydaniu nie podrażnia mi żołądka*. Prawdopodobnie dlatego też wystarcza mi jedna taka kawunia dziennie.
Za pierwszym razem było dziwnie patrzeć, jak po powierzchni pływają oka, ale już się przyzwyczaiłam. Używam nierafinowanego oleju kokosowego, który sam w sobie ma również dobre moce, m.in. zdrowe kwasy tłuszczowe. Nie martw się, nie idą w boczki! Ale jeśli nie jesteś na diecie wegańskiej, masło klarowane też jest dobrą opcją.

Kolejne bardzo ważne składniki to aromatyczne przyprawy. To inspiracja kuchnią 5 Przemian, choć nie gotuję już kawy dokładnie według zasad tej filozofii. Dodanie kardamonu, zmielonego imbiru, cynamonu czy pieprzu kajeńskiego poprawia trawienie i dodatkowo rozgrzewa. To ważna wiadomość przede wszystkim dla kobiet, którym ciągle jest zimno. Dorzućcie do wewnętrznego ognia, a kaloryfery będziecie mogły skręcić!

Trzeci składnik to odrobina miodu. Po pierwsze dlatego, że według TCM kawa rozgrzewa, ale też wysusza. A ponieważ dobrze jest utrzymywać balans w organizmie, nawilżający miód oraz tłuszcz zrównoważą to wysuszające działanie. Plus małe oszustwo dla mózgu… Bo kiedyś dla mnie chwila na kawę (gorzką) wiązała się z pożeraniem czegoś słodkiego. Do wyboru – pączek, ciasto, czeko… Dzięki zamieszaniu w kawie odrobiny miodu potrzeba na „słodycz dokawowy” zniknęła!

Dam Ci orientacyjne ilości składników, ale namawiam do szukania swoich wersji receptury:

  • filiżanka/kubek kawy
  • pół łyżeczki oleju kokosowego nierafinowanego / domowego sklarowanego masła
  • ćwierć łyżeczki miodu
  • szczypta zmielonego kardamonu, 2 szczypty zmielonego imbiru, 3 szczypty zmielonego cynamonu cejlońskiego

Jak widzisz, bitej śmietany nie dodaję…
Jestem niezmiernie ciekawa, czy ten przepis okazał się dla Ciebie inspirujący i smaczny. I czy należysz do grupy fanów kawy, czy kawo-sceptyków?

Dla mnie coraz rzadziej jest pospiesznie łykanym pobudzaczem, a staje się doświadczeniem slow life. Przyjemnym rytuałem uważności, skupienia i … wdzięczności.
Za każde ziarenko i ręce, które je zebrały.
Za każdy kilometr drogi, którą te ziarna do mnie przebyły.
Za każdą chwilę, w której mogę poczuć smak mojej kawy. Szczególnie, gdy uda się wypić ją ciepłą.

Pozdrawiamy Cię bardzo serdecznie!

*Twórcą określenia kawy kuloodpornej, czyli „bulletproof coffee”, jest bloger i przedsiębiorca Dave Asprey, który podpatrzył u Tybetańczyków spożywanie kawy z masłem z mleka jaków. Żeby było jasne – mój przepis jest zainspirowany, ale różni się od tego, który promuje Asprey jako jedyny słuszny…

2 komentarze

  1. Dziekuje Wam za ten tekst. Nie wiem ile jeszcze bede potrzebowac takich w nurcie slow life, zeby poswiecic wiecej czasu parzeniu i piciu kawy. Pije kawe od ponad 20 lat. Nie zapomomne tej pierwszej, cappuccino z torebki, pitej za pozwoleniem mamy przy serialu Matki, zony i kochanki. To byl niezwykle wazny moment stad te szczegoly. Potem byla kawa czarna przy przygotowaniach do matury i egzaminami, na zmiane z pluszzz active, cos okropnego. Byly chwile detoksu po piaskowaniu zebow i byly miesiace z dwoma kawami dziennie. Aktualnie pije gdy tylko moje dziecko przylozy popoludniu glowe do poduszki a ja ja stamtad oderwe. 15 minut relaksu dla mamy. Niestety, moja kawa jest uboga i pewnie bardziej szkodzi niz smakuje. To jedyne daine instant, ktore spozywam, Wrocilam do niej ok 5 miesiaca ciazy. Pije kawe z jednej lyzeczki z mlekiem roznego rodzaju, czasem zwyklym. Gdyby niegdys zaslyszana informacja, ze bezkofeinowa jest nawet mniej zdrowa niz wersja z kofeina, pewie pilabym bez pobudzacza. Nie czuje roznicy przed czy po. Nie jestem przekonana do robienia kawy w kawiarce z jednej lyzeczki…Wasz tekst mnie przekonal, by poszukac organicznej bezkofeinowej i z takim postanowieniem zaczynam tydzien.

    1. Dzięki piękne za Twoje kawowe wspomnienia! To fakt, że zdaniem jednych kawa taka czy inna będzie szkodliwa, zdaniem drugich – bedzie nawet uzdrawiała. Dlatego namawiamy, by słuchać sygnałów z ciała i – w miarę możliwości – wybierać dobrą jakość 🙂 No i cieszyć się po prostu takim darem natury! Daj znać efektach Twoich poszukiwań <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *